niedziela, 11 stycznia 2015

SPÓŹNIENI TRZEJ KRÓLOWIE…

Są takie miejsca na winnej mapie Warszawy, które sfokusowane są w swoim asortymencie na dany i tylko jeden kraj. Czy to dobra polityka udziału w winnym rynku, tego nie wiem. Mnie natomiast bardzo się to podoba, a jeżeli dostawimy tam kilka stolików, odpalimy kuchnię i wprowadzimy ciekawe menu czy też regionalne przekąski, to otrzymujemy miejsce, dzięki któremu kulinarnie oraz winnie możemy podróżować po świecie.

Jeżeli szukamy bogatej oferty win niemieckich, znajdziemy ją w Jung&Lecker, Mołdawia gości już od kilku ładnych lat w Alejach Ujazdowskich, a Gruzję odnajdziemy w Piasecznie oraz na Ursynowie.
I na Ursynowie dzisiaj zostaniemy. Choć to dzielnica (o której mówiono kiedyś „sypialnia Warszawy”), która w żaden sposób nie jest nam po drodze, przygarnęła nas w piątkowy wieczór za sprawą degustacji „Trzech Królewskich Win” w DaWino by Slow Food.
 

DaWino by Slow Food to dość nowy punkt na winnej i gastronomicznej mapie, gdzie poza sklepem oferującym ponad 150 włoskich etykiet z własnego importu, wędlin, serów oraz dodatków, posmakujemy również bogatego menu opartego o filozofię Slow Food w restauracji na pięterku. Tam też trzy dni po Trzech Królach została zorganizowana otwarta degustacja trzech królewskich win.
 
 
Tego wieczoru w przyjaznych klimatach malutkiej restauracyjki unosiły się winne aromaty wydobywające się odkorkowanych klika godzin wcześniej butelek:
Barolo 2010 Paolo Manzone,
Brunello di Montalcino 2008 Bellaria,
Amarone Della Valpolicella 2009 Zecchini.


Degustację poprowadził jeden z właścicieli DaWino, Wojciech Ślesiński, który to wprowadził przybyłych gości w winny włoski świat. Rozpoczęliśmy dość nietypowo, powiedziałbym nawet bardzo nietypowo, bo w naszych kieliszkach znalazło się Barolo 2010 Del Comune Serralunga d’Alba od Paolo Manzone. Cóż spodziewałem się, iż to wino będę degustował jako ostatnie, a nie jako pierwsze.
Jednakże zrozumiałem intencje gospodarza, kiedy wiedziony nosem odnajdującym nuty tostowe, czerwonych owoców, lukrecji oraz smoły, przepuściłem przez gardło pierwszy łyk tego delikatnie pieprznego dość ciekawie ułożonego przez beczkę wina. Mimo, iż wina były otwarte na kilka godzin przed przybyciem gości, to przynajmniej to pierwsze było jeszcze „zamknięte”, ale nie z powodu przebywania w butelce lecz z temperatury, która je otaczała. Potrzebowało ono kilku minut ogrzania w dłoni, by ukazać swoje walory.


 
Mimo, iż próżno szukać samego wina na stronie producenta, to wójek Google trochę pomógł. Nie znalazłem zbyt dużo informacji dotyczących procesu fermentacji w stalowych kadziach, wiem natomiast, iż maceracja na skórkach trwała 12 dni. Wino dojrzewało pewien czas w małych Barrique, a następnie zostało przelane do dużych Botti. Czy warto pić to wino już dzisiaj? Jeszcze nie! Warto natomiast je kupić, schować do piwniczki na jakieś 2-3 lata.
Cena na półce to 129 zł, (w promocji która obowiązywała przez weekend), wino to nabyliśmy za 86 zł.

 
 
Drugie serwowane wino przeniosło nas do Toskanii, pod wzgórze na którym osadzone zostało średniowieczne miasteczko Montalcino. To tu znajduje się winnica Bellaria, której zarządzaniem zajmuje się Gianni Bernazzi, który od piętnastu lat podtrzymuje rodzinne tradycje tej ponad pięćdziesięcioletniej winnicy. Mimo, iż we władaniu młodego winiarza znajduje się ponad 40 hektarów, to roczna produkcja wina wynosi zaledwie 6000 butelek. Pozostałe tereny przeznaczone są pod gaje oliwne. W portfolio winnicy znajdziemy najbardziej popularne etykiety występujące w tych regionach, lecz tego wieczoru rozlewano do kieliszków Brunello di Montalcino 2008. To 100% Sangiovese poddane zostało fermentacji przez okres 25 dni, następnie starzone zostało w małych beczkach z dębu francuskiego i Sławońskiego przez okres 36 miesięcy, żeby później przeleżakować jeszcze kilka miesięcy w butelce.
 

W kieliszku ukazuje się ciemno czerwona barwa z refleksami granatu, a na ściankach osadzają się oleiste łzy. Mimo, iż od zbiorów upływa już 7 lat, nos jest dość szorstki i intensywny. Wino pięknie się otwiera ukazując aromaty owocowe, świeżo palonej kawy oraz przypraw. Usta natomiast są pełne leśnych owoców, tytoniu i czekolady, utrzymując przy tym długi finisz z lekkim pieprznym posmakiem.
Takie wino w cenie 109 zł, (w promocji która obowiązywała przez weekend w cenie 73 zł), jest dla mnie dobrym stosunkiem jakości do ceny.
 
 
W tej winnej podróży nie mogło również zabraknąć trzeciego króla, tym razem znad Werony. Ponad 115 lat tradycji zobowiązuje winnicę Zecchini do wytwarzania najlepszych win w regionie. To z ich piwnicy mieliśmy okazję degustować Amarone della Valpolicella Valpantena 2009. Choć o Amarone pisaliśmy niedawno w artykule „Dolina wielu piwnic”, to jeszcze raz przytoczymy nasz tekst.
 

„Amarone (Amarone della Valpolicella), to pierwszy z flagowych produktów apelacji Valpolicella, produkowany jedynie w pięciu gminach. Do powstania tego wina używa się tych samych odmian winogron, co do opisywanych powyżej win. Znacząca różnica wynika jednak z metody produkcji. Winogrona po zbiorach są starannie selekcjonowane i suszone przez okres około 4-5 miesięcy na słomianych matach lub podwieszane na poddaszach w przewiewnych miejscach. Jest to typowa, wykorzystywana w kilku regionach włoskich metoda na koncentrację zawartości cukru w moszczu (Appassimento). Metoda ta służy do wytwarzania win słodkich, lecz w przypadku Amarone, fermentacja przebiega do końca, zamieniając cały cukier w alkohol. Po okresie fermentacji, wino przelewane jest do beczek w celu starzenia. Minimalny okres starzenia dla Amarone to 24 m-ce, w przypadku Riservy okres ten powinien wynosić 48 miesięcy. Amarone to wino o ciemno rubinowej barwie z refleksami granatu, aromatami czekolady, powideł, suszonych owoców, przypraw oraz nut tytoniowych. Jest winem pełnym, cielistym a zarazem bardzo zrównoważonym, gdzie w końcowej fazie wyczuwalna jest subtelna gorycz (amaro), od której wino to zapożyczyło nazwę. Idealne w połączeniu z dziczyzną, potrawami z grilla oraz dzikim ptactwem.”
I takie też było to wino. Cena dla przeciętnego konsumenta może wydawać dość wygórowana, ale za 149 zł (w weekendowej promocji za niecałą stówkę), warto choć raz oddać się przyjemności spróbowania Amarone.

Choć wczoraj poddałem się sugestii kolejności serwowania prezentowanych win, tak dziś już według mojej osobistej opinii lista wyglądałaby tak:
1. Brunello di Montalcino 2008 Bellaria,
2. Barolo 2010 Paolo Manzone,
3. Amarone Della Valpolicella 2009 Zecchini.

 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza